Zwierzęta towarzyszą mi od dziecka. W latach 80. razem z mamą czesałam i strzygłam naszego rodzinnego pudelka. Wtedy pierwszy raz trzymałam w ręku szczotkę i nożyczki, w czasach, gdy profesjonalne salony groomerskie były rzadkością.
Choć pasja była we mnie od zawsze, przez ponad 20 lat pracowałam w innych branżach: przeszłam drogę menedżerską w sprzedaży i obsłudze klienta, prowadziłam też szkolenia. To doświadczenie procentuje dziś w standardach salonu, w organizacji pracy i w jasnej komunikacji z opiekunami.
Przełomem był mój spaniel Winston, ten ze zdjęcia. Gdy zdiagnozowano u niego padaczkę, wizyty u groomera stały się dla niego zbyt stresujące. Zaczęłam uczyć się jego pielęgnacji w domu, a z czasem ukończyłam specjalistyczny kurs pielęgnacji i przygotowania szaty spanieli. Szybko poczułam, że to moja droga na pełen etat.
Dziś dbam o psy i koty, także te wrażliwe, schorowane i lękliwe. Pracuję w duchu slow grooming i fear-free, z aromaterapią, elementami TTouch, muzykoterapią i odczulaniem na bodźce. Daję zwierzakowi tyle czasu i przestrzeni, ile potrzebuje.



















